Forum :: O stronie :: Kontakt   Strona główna ::Piwna Praga  

Polecamy Apartament Wiktoria w Zakopanem, idealne miejsce do spędzenia wakacji, ferii zimowych lub weekendu.

Komentarze i porady internautów. Wpisz swój komentarz.Komentarze internautów   

Piwna Praga

Data: sierpień 2005   Autor: Jacek Stanisławczyk

Czwartek, godzina 12:30

Meldujemy się w hotelu Slunicko (http://www.toptip.cz/slunicko/). Stare Miasto ul. Florenci, z tyłu dworca Masarykovo. Cena 200 Kcs/doba. Jaka cena, taki hotel. Brud, smród i ubóstwo. Towarzystwo do zapomnienia. Nikomu nie polecam. No ale nie o tym być miało.

Godzina 13:40

Spacer w stronę Staromestkiego Namesti. Na naszym szlaku hospoda U Templaru. Leją Pilznerka i Tmavego Kozla. Wewnątrz sami czescy malarze... pokojowi i robotnicy. Dosiadamy się do praskich sztamgastów. Jedzenie donoszą z pobliskiego hotelu. Wychylamy po pilznerku i idziemy do Klubu Staropramen na ul. Kozi.

Godzina 13:53

Klub Staropramen na ul. Kozi 7 przemianowany na Football restaurace u Kozi. Pilznerek po 27 Kcs. Zero klimatu (wystrój: krzyżówka Grecji, Meksyku i Egiptu). Kiepski kelner. Ponieważ wszyscy jesteśmy bardzo głodni zjadamy "coś czeskiego" na szybko i jeszcze szybciej uciekamy w stronę metra. Jedziemy w stronę Holeszowic i tam na ul. Pruhoru odnajdujemy "mekkę piwoszy". Pivni Galerie, bo to mamy na myśli, to uczta dla oka (ten sklepik z ponad 100 gatunkami piwa lokalnych czeskich browarów) i przede wszystkim dla podniebienia. W drugiej części pomieszczenia można usiąść i pokosztować co nieco. Przyjaźnie nastawiony barman-właściciel spokojnie opowiada o kolejnych gatunkach piwa. Na początek zamawiamy Rychtar-svetly. Rewelacja. Następnie właściciel poleca nam poltmave Sedum Kuli z Benesova i Żatec Export. Ja wszystkim też polecam. Kolejno raczymy się tmavym Postrizinskim z Nyburka oraz tmavym Baronem Lobkoviczem z podpraskiego Melnika. To ostatnie piwo koniecznie należy skosztować. Wszystkie piwa do degustacji w cenie 30 Kcs. Na stołach paluszki z kminkiem, orzeszki, chipsy, a wszystko to w cenie piwa do degustacji.

R E K L A M A
Przewodniki Pascal

Godzina 21:07

Wchodzimy do Jelinka na ul.Charvatovej. Typowa "kulturalna czeska mordownia" z blaszanym barem. Pilznerek po 28,50 Kcs. Kelner nie podał nam pivnego syra, bo... było 7 min. po dziewiątej. Nie samym piwem człowiek żyje, więc o 21.48 lądujemy U Novaka (za Teatrem Narodowym). Zamawiamy gulasz Mateje Kotrby za 99Kcs i zimnego gambrinuska za 25 Kcs. Jest nieźle. Knajpa w zasadzie bez klimatu, ale dają dobrze i dużo zjeść. Mamy coraz większy "zakręt". Udajemy się na Most Legii, podziwiać Hradczany nocą. Jest pięknie.

Godzina 22:51.

Konirna przy ul.Anenskiej (obok Mostu Karola). Tmavy Bernard za 25 Kcs. Fantastycznie. Miła atmosferka, w głośnikach "lekki drzezik", sympatyczni młodzi ludzie. No i jeszcze sympatyczniejsze kelnerki. Wypijamy i wychodzimy.

Piątek, godzina 05:00

Od piątej na nogach. Most Karola i te staromestko-malostranskie "sprawy". Pięknie, cicho, pusto i spokojnie.

Godzina 10:00

Śniadanie U Cerneho Vola. Wchodzimy do hospody równo z uderzeniami kościelnych dzwonów (knajpa czynna jest od 10:00). Jesteśmy pierwsi, ale po pół godzinie już pełno "swojaków" (robotnicy, miejscowi). Na początek svetly i tmavy Velkopopovicki Kozel (23Kcs), knedliki s vejci (40 Kcs), omlet (41,50Kcs) i peceni sinka s vejci (48Kcs). Podane błyskawicznie przez szczupłego i ascetycznego kelnera Stefana, a smakuje... palce lizać. Na zewnątrz przewija się kolejna wycieczka krzykliwych Japończyków, a my konsumujemy kolejnego kozołka i zahipnotyzowani patrzymy na barmana jak nalewa (i myje) kolejne kufle kozła i pilznerka. Polak-Węgier... Pijemy kolejne piwko i rozmawiamy (po rosyjsku) z uroczą Węgierką. Jej córka bawi się aparatem fotograficznym i robi nam zdjęcia. Na zakończenie kosztujemy olomunckiego syra z musztardą i cebulką. Pyszne. Spacer po Malej Stranie. Niestety już gęsto, ciasno i gwarno. Schronienia szukamy w Hospodce po Schodech. Tam Svetle Krusovickie, ale już małe. Na ścianach piękne czarno-białe fotografie Malej Strany.

Godzina 13:10

W południe trafiamy na perłę czeskich praskich hospod. U Hrocha przy ul.Thunowskiej. Zdecydowanie najlepsza i najbardziej przyjazna praska hospoda, w której byliśmy. Ekipa barmańska nalewając kolejne pilznerki, sama ukradkiem raczy się piwkiem i zmrożoną Finlandią. Jeden (ten z wąsami) przypomina mi Igora z Młodego Frankensteina, drugi to pewno z rodziny Adamsów. Ale obaj bardzo sympatyczni. Dosiadamy się do "tubylców" przy stoliku obok baru. Ja jednak siadam przy dużym kamiennym parapecie i ze świeżo poznanym Szkotem (55 letni kierowca autobusu z Edynburga) rozmawiamy o Morrisonie, Hendrixie i... czeskim piwie, przy... kolejnym czeskim piwie. Później wspólne zdjęcia wraz z barmanami i lekko zmęczeni wychodzimy. Trafiamy do Pivnicy pod Petrinem na Malej Stranie. Jest nieźle. Spożywamy Staropramena i nic więcej nie mogę napisać, bo... nie pamiętam. Idziemy odpocząć na popołudniową drzemkę (wszak już tyle zwiedziliśmy). O 19:45 ruszamy realizować wieczorno-nocną część naszej wycieczki.

Godzina 20:08

Siedzimy U Novaka, kosztujemy świeży templarsky flamendr (placek ziemniaczany zapiekany z wątróbką i mięsem wieprzowym) z surówkami (89Kcs). Smakuje wyśmienicie. Jedną porcją najedliśmy się we 3 osoby. Popijając zimnego Gambrinusa, patrzymy na kelnerkę. Lekko przymulona, brakuje jej praktyki u Hrocha. "Jutro jest dzisiaj, z tym wyjątkiem, że to będzie jutro". Powyższe wynurzenia są wynikiem popołudniowej drzemki Piotrka. Facet obudził się o 19:30 i wpajał nam, że jest rano i idziemy na śniadanie.

Godzina 21:37

Docieramy do Jelinka, zamawiamy pilznerka i dosiadamy się do stołu, przy którym siedzi 65 letni Jaroslav Jelinek (pokazał nam dowód). Gość z tatuażami i trzema zegarkami na rękach. Każe do siebie mówić dziadku. Opowiada nam o swoich przygodach z milicjantami w Gliwicach i Knurowie w latach 70-tych. Rozmawiamy o Solidarności, śp.Jacku Kuroniu, Lechu Wałęsie. Za barem wąsaty Jaśnie Pan Barman, między stołami sprawnie uwija się kelnerka - herszt baba.

Godzina 23:00

Piwny dzień kończymy tmavym Bernardem w Konirni. Później już tylko Most Karola by night i lulu.

Sobota, godzina 08:00

Dzień rozpoczynamy spacerem przez Josefov - żydowską dzielnicę Pragi, następnie Stare Miasto, Manesuvym mostem w kierunki Malej Strany. W hradczańskich ogrodach trafiamy na występ orkiestry garnizonowej miasta Pragi. Muzyka filmowa i standardy. Powolutku udajemy się na śniadanie do Cerneho Vola. Jesteśmy 9 minut przed otwarciem. Przed drzwiami ustawieni w kolejce "tubylcy", no i my. Swoje podroby leczymy sinku s vejci i tmavymi kozelkami.

Godzina 12:20

Tak się jakoś złożyło, że o 12:20 ponownie trafiamy do hospody U Hrocha. Zwyczaj sadzania gości przez ekipę barmańsko-kelnerską przy częściowo zajętych stołach bardzo nam się podoba. Można nieźle trafić. Powoli łapiemy klimaty (3 piwko), zastanawiamy się nad wyborem pivnego syra lub nakledanego hermelina. Ostatecznie decydujemy się na to drugie i to był trafny wybór. Marynowany ser z ziołami w oliwie z ostrą papryką i cebulą po prostu rozpływał się w ustach. Duet barmańsko kelnerski cały czas pokrzepia się pilznerkiem i Finlandią. Pomyślałem, czemu nie? Zaproponowałem kolejkę i po chwili wszyscy znaleźliśmy się za barem, wspólnie konsumując zimną wódeczkę. A tak nawiasem mówiąc, to ciekaw jestem w jakim stanie są barmani o 23:30? Na ścianie, oprawiony w ramkę wisi artykuł z gazety "kto pije litr piwa dziennie nie musi chodzić do lekarza". A co z tymi, którzy piją 10 piw dziennie? Pewnie w ogóle nie muszą chodzić. Obiad tradycyjnie zjedliśmy U Novaka.

Godzina 16:00

O 16.00 zupełnie przypadkowo trafiliśmy na wyspę Slovansky Ostrov (naprzeciw Teatru Narodowego). Klimatem przypomina nowojorski Central Park. Położyliśmy się, jak wszyscy tam obecni, na zielonej trawce i... odpoczywaliśmy. Później, spacerkiem wzdłuż Wełtawy udaliśmy się na Smichow. I tu trafiliśmy do hospody U Starego Lva. Klimat PRL lat 70-tych, w knajpie spokojni mieszkańcy okolicznych kamienic, robotnicy i świeżutki Staropramen za 18.50 Kcs. Na dworze leje deszcz. My degustujemy.

Godzina 19:40

Zupełna zmiana klimatu. Dalej Smichow, ale tym razem nocny bar-restaurant BackDoor ul. Na Belidle 30. Przyznam, że do wejścia skusiła nas reklama tmavego kelta. Było warto. Klimat jak w krakowskich piwnicznych knajpach na starym mieście, do tego niezła muza, no i Kelt za 40 Kcs. Po wyjściu, powoli udajemy się w stronę Starego Miasta. Na dworze przestało padać.

Godzina 22:00

Cumujemy w Pivnicy u Kata - 50 metrów od Staromestskego Namesti. Postanowiliśmy zaszaleć i iść na całość, tzn. nakledany hermelin, pilznerek (33Kcs) i jako aperitif mała Becherovka. W lokalu generalnie nieźle, w porównaniu ze staromiejską amerykańsko-japońsko-włosko-niemiecką restauracyjną bryją. Jednak nie podobało nam się. Może dlatego, że trafiliśmy na zmanierowanego kelnera, który doliczył nam niesłusznie 15Kcs do rachunku.

Niedziela, godzina 07.30

Wyjeżdżamy do Kutnej Hory. Docieramy ulicą Kutnohorską na przedmieścia Pragi i...droga zamknięta, objazdu brak. Informacji o innej trasie ZERO!!!! Pytam o drogę kierowcę autobusu miejskiego. Każe wracać do centrum. Odpuszczamy i na własnego nosa (nosy) jedziemy w stronę Kolina. Do Kutnej Hory docieramy około 10:00. Po obowiązkowym (czytaj: przewodnikowym) zwiedzeniu tego co trzeba i warto, zatrzymujemy się w barze Kometa niedaleko katedry św.Barbary. Zamawiamy kawę i herbatę i... czekamy. Wciąż czekamy, a kelner w tym czasie obsłużył Czechów, którzy w lokalu pojawili się później od nas. Wstajemy i wychodzimy. Zapomnijcie o barze Kometa.

Godzina 12:00

Docieramy do najlepszej knajpy (restauracji) w Kutnej Horze - Dacicki na ulicy Rakovej. Siadamy na zewnątrz, w lipowym ogrodzie i na początek raczymy się (ci co mogą oczywiście) piwem Dacicky z browaru kutnohorskiego. Coż tu pisać. Po prostu trzeba spróbować. Svetleho i tmaveho i kvasnicoweho. Pijemy i jemy za tanie pieniądze. Zupy czosnkowe i cebulowe, nakledany hermelin z borówkami, zameckie brambory z pieczarkami, cebulą, porem i serem, mnicha (wariacja na temat placka po węgiersku), po kilka piweczek (leją też exportową wersję tmavego Budvara, ale nie kosztowałem). Porcje-giganty. Takiej karty dań jeszcze w Czechach nie widzieliśmy. Kelnerki sprawiają wrażenie ospałych, ale są bardzo miłe. Około 12:30 lokal jest pełen gości. Wewnątrz i w ogródku. Razem około 200 ludzi. Około 14:00 opuszczamy Dacicky, jeszcze krótki spacer staromiejskimi uliczkami i czas do domu.

Post scriptum

Zwiedzając praskie hospody pełne ludzi, przyglądaliśmy się, jak wygląda proces mycia kufli po piwie przez barmanów i stwierdzamy, ,że inspektorzy polskiego sanepidu dostaliby ataku epilepsji gdyby to zobaczyli. Pominięcie w relacji zabytków architektoniczno-sakralnych i "przewodnikowych" jest celowe, co nie znaczy, że nie zostały one włączone do programu naszej wycieczki.

Email autora: yaca68@wp.pl

Praga - relacja, galeria zdjęć, przydatne linki
Praskie metro - fotorelacja
Mapa Pragi - interaktywna mapa

Chorwacja:: Lwów:: Rodos:: Majorka:: Budapeszt:: Wiedeń:: Praga:: Pribałtika
mytravels.pl:: Księgarnia Lideria:: Koszulki:: Współpraca:: Forum
(c) NetTech 'lipiec 2007 Zgłoś uwagę lub błąd